







Dawno mnie nie bylo, ale Wasze blogi przegladam na bieżąco.
Zmiany kolejne przygotowuje, wszystko już mam w glowie, teraz czekam tylko na "zlota raczke".
Niedawno bylam kilka dni w Lizbonie i okolicach.Architektura super, pogoda, klimat, ale jedno co mi tam nie przypadlo do gustu to jedzenie,ktore mi zupelnie nie pasuje do tego klimatu.Znalezc dobra restauracje z prostym jedzieniem graniczy z cudem.Tak nam sie akurat zdarzylo sie. Moze Wy macie inne doswiadczenia ? Marzylam tylko o dobrej, swiezej rybie bez zbednych dodatkow lub o owocach morza. Wydawalo mi sie to normalne w kraju z dostepem do oceanu, no ale niestety...Plus byl taki,ze w niemieckiej gazecie znalezlismy polecane restauracje, poszlismy raz i pozniej kazdego wieczoru,zeby nie ryzykowac.Ryba byla naprawde pyszna.
Mnie najbardziej zaskoczyly ich polaczenia na talerzu, wiele dan widzialam skladajacych sie na jednym talerzu z ryzu, frytek, jajka sadzonego, warzyw i malego kawalka ryby.Salatki skladajace sie z 15 skladnikow itp.Juz zdecydowanie lepiej jest ze slodkosciami, kawa, winem.Ich slynne ciasteczka Pastel de nata zachwycily mnie, smakuja rewelacyjnie.Po przyjezdzie znalazlam kilka przepisow w necie i moze kiedys sprobuje zrobic. Polecam rowniez Wam.
Milego weekendu
Sylwia